Kancelaria prawna i podatkowa Warszawa - Tax Fin Law
NIP: 5691838055
REGON: 385703097
Roboty humanoidalne za chwilę wkroczą do fabryk, szpitali i domów. Prawo, które ma rozstrzygać, kto poniesie odpowiedzialność za ich działania, pisano jednak z myślą o ludziach, zwierzętach i pralkach. Wyjaśniamy, jak na gruncie obowiązujących przepisów Kodeksu cywilnego, AI Act i nowej dyrektywy 2024/2853 kształtuje się odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez roboty i systemy sztucznej inteligencji.
Gdy w hali produkcyjnej robot humanoidalny upuści paletę na stopę pracownika, poszkodowany nie pozwie robota. Nie dlatego, że byłoby to niegrzeczne lecz dlatego, że w świetle prawa robot nie istnieje jako podmiot. Polski Kodeks cywilny zna tylko dwie kategorie osób: fizyczne (art. 8 i n. k.c.) i prawne (art. 33 k.c.). Maszyna, choćby chodziła na dwóch nogach, mówiła płynną polszczyzną i podejmowała decyzje, których nie przewidział jej programista, pozostaje rzeczą w rozumieniu art. 45 k.c., przedmiotem materialnym, jak młotek czy odkurzacz. Tyle że młotek nie improwizuje.
To napięcie, między autonomią technologiczną a prawniczą kwalifikacją robota jako „rzeczy” jest osią całej debaty o odpowiedzialności za sztuczną inteligencję. Parlament Europejski flirtował z ideą jej przecięcia: w rezolucji z 16 lutego 2017 r. (2015/2103(INL)) zasugerował rozważenie nadania najbardziej zaawansowanym robotom statusu „osoby elektronicznej”. Pomysł skrytykowało ponad dwustu ekspertów w liście otwartym, a Komisja Europejska nigdy nie nadała mu biegu legislacyjnego. Rezolucja pozostała tym, czym była: niewiążącym apelem. Robot nadal nie ma majątku, z którego mógłby zapłacić odszkodowanie a odpowiedzialność bez majątku jest pustym dźwiękiem.
Skoro robot odpowiadać nie może, odpowiadać musi człowiek lub spółka stojąca za nim. Polskie prawo cywilne oferuje tu kilka ścieżek, z których żadna nie powstała z myślą o maszynach autonomicznych i każda zgrzyta w innym miejscu.
Podstawowa droga to art. 415 k.c.: kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia. Problem w tym, że wina wymaga wskazania konkretnego zaniedbania konkretnej osoby. Gdy szkodę powoduje system uczący się, którego decyzji nie da się w pełni zrekonstruować nawet inżynierom producenta, poszkodowany staje przed zadaniem dowodowym graniczącym z niemożliwością. Prawnicy nazywają to elegancko „problemem czarnej skrzynki”; poszkodowani nazywają to inaczej.
Bardziej obiecujący jest art. 435 k.c., przewidujący odpowiedzialność na zasadzie ryzyka prowadzącego przedsiębiorstwo wprawiane w ruch za pomocą sił przyrody. Fabryka korzystająca z floty robotów humanoidalnych zasilanych energią elektryczną mieści się w tym przepisie bez większego wysiłku interpretacyjnego, poszkodowany nie musi wykazywać niczyjej winy, a przedsiębiorca uwolni się tylko, wykazując siłę wyższą, wyłączną winę poszkodowanego lub osoby trzeciej. Kłopot zaczyna się, gdy robot opuszcza fabrykę: humanoid sprzątający prywatne mieszkanie nie jest „przedsiębiorstwem”, a jego właściciel nie prowadzi działalności wprawianej w ruch siłami przyrody.
Doktryna sięga więc po analogie. Najczęściej przywoływana i najbardziej malownicza to art. 431 k.c. o odpowiedzialności za zwierzęta: kto zwierzę chowa lub się nim posługuje, odpowiada za wyrządzoną przez nie szkodę niezależnie od tego, czy zwierzę było pod jego nadzorem, czy zabłąkało się lub uciekło. Pies i robot mają ze sobą więcej wspólnego, niż się wydaje: oba działają w pewnym stopniu samodzielnie, oba bywają nieprzewidywalne i za oba odpowiada ten, kto czerpie z nich korzyść. Rzecz w tym, że analogia pozostaje analogią art. 431 k.c. mówi o zwierzętach i żaden sąd nie ma obowiązku rozciągać go na maszyny. De lege lata to luka, którą prawnicy łatają argumentacją, nie przepisem.
Najtwardszy grunt poszkodowany znajdzie w reżimie odpowiedzialności za produkt niebezpieczny (art. 4491–44910 k.c., implementujące dyrektywę 85/374/EWG). Producent odpowiada tu niezależnie od winy za szkodę wyrządzoną przez produkt niezapewniający bezpieczeństwa, jakiego można oczekiwać przy jego normalnym użyciu. Robot humanoidalny jest produktem par excellence — wraz ze swoim żelastwem, siłownikami i, co kluczowe, oprogramowaniem.
I tu prawo unijne wykonało właśnie największy skok od dekad. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/2853 została przyjęta 23 października 2024 r., weszła w życie 8 grudnia 2024 r., a państwa członkowskie, w tym Polska, mają czas na jej wdrożenie do 9 grudnia 2026 r. Zastępuje ona blisko czterdziestoletnią dyrektywę 85/374/EWG i znacząco rozszerza krąg podmiotów odpowiedzialnych. Co najważniejsze dla branży robotycznej:
Równolegle działa rozporządzenie (UE) 2024/1689, czyli akt o sztucznej inteligencji (AI Act), które wbrew obiegowej opinii nie reguluje odpowiedzialności odszkodowawczej w ogóle. Nakłada natomiast na dostawców i podmioty stosujące systemy AI wysokiego ryzyka konkretne obowiązki: zarządzania ryzykiem, nadzoru człowieka, rejestrowania zdarzeń, przejrzystości. Ich naruszenie grozi karami administracyjnymi, ale w procesie cywilnym pełni funkcję pomocniczą wykazanie, że producent zignorował wymogi rozporządzenia, jest mocnym argumentem za wadliwością produktu lub winą.
Od stycznia 2027 r. dołączy do tego rozporządzenie (UE) 2023/1230 w sprawie maszyn, zastępujące dyrektywę maszynową i wprost adresujące maszyny o zachowaniu samouczącym.
Czego natomiast nie będzie: dedykowanego reżimu odpowiedzialności cywilnej za AI. W ramach programu prac na 2025 r. Komisja Europejska wycofała projekt dyrektywy o odpowiedzialności za sztuczną inteligencję (AILD, COM(2022) 496) propozycję, która miała wprowadzić domniemania związku przyczynowego ułatwiające poszkodowanym procesy. Krytycy wycofania zauważają, że dyrektywa produktowa obejmuje tylko wadliwe produkty i szkody w niej zdefiniowane, podczas gdy reżim odpowiedzialności za AI obejmowałby na przykład dyskryminujące rezultaty działania algorytmu. Luka pozostaje realna.
W prawie karnym sprawa jest jeszcze prostsza i jeszcze bardziej jednoznaczna. Art. 1 § 1 Kodeksu karnego stanowi, że odpowiedzialności karnej podlega ten, kto popełnia czyn zabroniony a „ten” oznacza człowieka, zdolnego do zawinienia. Robot nie popełni przestępstwa, tak jak nie popełni go lawina. Odpowiadać może natomiast człowiek, który robota wadliwie zaprojektował, wdrożył lub nadzorował, najczęściej za przestępstwa nieumyślne (art. 9 § 2 k.k.), np. nieumyślne spowodowanie śmierci (art. 155 k.k.) czy narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo (art. 160 k.k.). Spółkę może dosięgnąć ustawa z 28 października 2002 r. o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary. A jeśli humanoid przetwarza dane osobowe domowników, co czyni nieustannie, kamerami i mikrofonami w tle czeka art. 82 RODO z roszczeniem odszkodowawczym przeciwko administratorowi danych.
Obraz, który się z tego wyłania, jest paradoksalnie spójny: prawo nie potrzebuje osobowości elektronicznej, bo za każdym robotem stoi łańcuch ludzi i spółek producent, importer, integrator, użytkownik i to między nimi rozkłada się ryzyko. Prawdziwy problem jest subtelniejszy. Reżimy odpowiedzialności pisano dla wad, które tkwią w rzeczy od początku, i dla winy, którą da się przypisać. Maszyna ucząca się po sprzedaży rozmywa jedno i drugie. Dyrektywa 2024/2853 jest pierwszą poważną próbą złapania tego ruchomego celu czy ostatnią, przekonamy się szybciej, niż humanoid zdąży odkurzyć salon.
Czy robot humanoidalny może ponosić odpowiedzialność prawną?
Nie. Na gruncie obowiązującego prawa robot jest rzeczą (art. 45 k.c.), nie podmiotem. Odpowiedzialność cywilną i karną ponoszą wyłącznie osoby fizyczne i w zakresie cywilnym oraz quasi-karnym osoby prawne stojące za robotem: producent, importer, integrator lub użytkownik.
Kto odpowiada za szkodę wyrządzoną przez robota w firmie?
Najczęściej przedsiębiorca na zasadzie ryzyka (art. 435 k.c.), jeżeli prowadzi przedsiębiorstwo wprawiane w ruch siłami przyrody, albo producent w reżimie odpowiedzialności za produkt niebezpieczny (art. 4491 i n. k.c.), jeżeli źródłem szkody była wada robota lub jego oprogramowania.
Co zmienia dyrektywa 2024/2853?
Uznaje oprogramowanie za produkt, rozszerza krąg odpowiedzialnych podmiotów, obejmuje odpowiedzialnością zaniechanie aktualizacji bezpieczeństwa i wprowadza obowiązek ujawnienia dowodów przez producenta. Państwa członkowskie mają wdrożyć ją do 9 grudnia 2026 r.
Czy AI Act przyznaje poszkodowanym odszkodowanie?
Nie wprost. AI Act (rozporządzenie 2024/1689) ustanawia obowiązki regulacyjne i kary administracyjne; w procesie cywilnym naruszenie jego wymogów może jednak służyć jako dowód wadliwości produktu lub winy.
Źródła
Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. W konkretnych sprawach dotyczących odpowiedzialności za systemy AI i robotykę zapraszamy do kontaktu z kancelarią Tax Fin Law.
e-mail: d.borzym@taxfinlaw.pl
tel: 507 954 406
NIP: 5691838055
REGON: 385703097