PRAWO NOWYCH TECHNOLOGII · SPADKI
Można już dziś zbudować cyfrowego bliźniaka, który po naszej śmierci będzie rozmawiał z bliskimi naszym głosem i w naszym stylu. Powstaje pytanie, na które polskie prawo spadkowe nie zna odpowiedzi: czy taki „deadbot” wchodzi do spadku — i kto ma prawo go wyłączyć.
Polskie prawo nie zawiera obecnie szczególnej regulacji dotyczącej dziedziczenia cyfrowego bliźniaka lub deadbota. Poniższe rozważania są więc próbą zastosowania istniejących konstrukcji prawa spadkowego i ochrony dóbr osobistych do technologii, która pojawiła się później niż większość tych regulacji.
W skrócie
Sam agent AI nie jest „rzeczą” ani osobą — to zwykle wiązka uprawnień z umowy licencyjnej z dostawcą. To, czy przejdzie na spadkobierców, zależy więc głównie od regulaminu usługi, a nie od prawa spadkowego.
Do spadku wchodzą tylko prawa majątkowe (art. 922 § 1 k.c.). Prawa ściśle związane z osobą zmarłego (art. 922 § 2 k.c.) do spadku nie należą i gasną wraz ze śmiercią — a „osobowość” deadbota jest właśnie taka.
Dane zmarłego są poza RODO (motyw 27). Ale dane żyjących bliskich, którymi karmiono model (rozmowy, wiadomości), są chronione RODO w pełni.
Bliscy mają realne narzędzie: kult pamięci osoby zmarłej. To dobro osobiste żyjących (art. 23–24 k.c.). Może pozwolić rodzinie sprzeciwić się „ożywianiu” zmarłego przez deadbota.
W 2021 r. głośno zrobiło się o mężczyźnie, który korzystając z eksperymentalnej usługi „rozmawiał” ze swoją zmarłą narzeczoną. Chatbot, wytrenowany na jej wiadomościach, odpowiadał jej stylem. Historia obiegła świat i skłoniła jednego z dostawców modeli do ograniczenia dostępu do technologii. Ale dżin wyszedł z butelki. Dziś cyfrowe „wskrzeszanie” zmarłych to działająca branża — grief tech, technologia żałoby z realnymi usługami: deadbotami, griefbotami, awatarami głosowymi trenowanymi na danych zmarłych.
Powstają też narzędzia odwrotne: pozwalające za życia świadomie zbudować własnego cyfrowego sobowtóra — nagrać historie, odpowiedzieć na pytania, przesłać zdjęcia i głos — tak, by po śmierci „bliźniak” mówił do bliskich. Dla prawnika to nie ciekawostka, lecz splot pytań, których polskie prawo nigdy sobie nie zadało. Bo cyfrowy bliźniak zmarłego to jednocześnie: składnik majątku (albo i nie), zbiór danych, wizerunek, głos i — dla rodziny — coś na kształt pamięci o zmarłym.
Zanim zapytamy „czy się dziedziczy”, trzeba rozłożyć deadbota na części, bo każda ma inny status prawny. Kryją się w nim co najmniej trzy odrębne warstwy:
To rozróżnienie jest kluczowe, bo pytanie „czy dziedziczę deadbota” rozpada się na trzy różne pytania — i tylko na część z nich prawo spadkowe w ogóle odpowiada.
Polskie prawo spadkowe operuje prostą, ale bezwzględną zasadą. Zgodnie z art. 922 § 1 k.c. na spadkobierców przechodzą prawa i obowiązki majątkowe zmarłego. Zgodnie zaś z art. 922 § 2 k.c. nie należą do spadku prawa i obowiązki ściśle związane z osobą zmarłego — te wygasają wraz ze śmiercią. To ten sam mechanizm, przez który nie dziedziczy się np. prawa dożywocia czy — jak przyjął Sąd Najwyższy — prawa do grobu w jego osobistym wymiarze.
Przyłóżmy ten filtr do deadbota. Warstwa majątkowa — np. prawa autorskie majątkowe do treści, wartościowe konto, licencja o charakterze majątkowym, którą regulamin dopuszcza przenieść — może wejść do spadku. Warstwa osobista — samo „bycie cyfrowym odwzorowaniem konkretnego człowieka”, jego głos, sposób bycia — jest tak ściśle związana z osobą zmarłego, że trudno ją traktować jak dziedziczny składnik majątku. Innymi słowy: spadkobiercy mogą odziedziczyć infrastrukturę bliźniaka, ale nie „duszę” zmarłego, którą ten bliźniak udaje.
Teza autorska: dziedziczy się nośnik, nie osobę
Deadbot to nie jednolity przedmiot spadku, lecz wiązka praw o różnym statusie. Majątkowe elementy (prawa autorskie do treści, przenaszalna licencja, saldo konta) mogą przejść na spadkobierców na zasadach art. 922 § 1 k.c.
Ale „osobowościowy” rdzeń — to, że bot odwzorowuje konkretnego zmarłego — jest ściśle związany z jego osobą (art. 922 § 2 k.c.) i do spadku nie wchodzi. Spadkobierca może więc odziedziczyć zdolność uruchomienia bota, nie nabywając żadnego „prawa do zmarłego”.
Praktyczny skutek: o losie deadbota realnie decydują dziś nie przepisy o spadku, lecz regulamin dostawcy usługi — bo najczęściej to on przesądza, czy i komu wolno bota kontynuować.
Pojawia się pokusa, by pytać: skoro bot brzmi jak zmarły, to czy może coś „w jego imieniu” oświadczyć — zawrzeć umowę, wyrazić wolę? Odpowiedź jest jednoznacznie przecząca. Zmarły nie jest już podmiotem prawa — z chwilą śmierci ustaje jego zdolność prawna, więc nie może niczego chcieć ani oświadczać, a bot nie jest jego przedstawicielem. Jeżeli deadbot został przez spadkobiercę uruchomiony jako narzędzie i coś „zamawia”, to — o ile w ogóle — działa to na rachunek żyjącego dysponenta, a nie zmarłego. (Ten wątek rozwijamy w osobnym tekście o oświadczeniach woli składanych przez agentów AI.)
Tu leży jedna z najczęstszych pomyłek. Zgodnie z motywem 27 RODO rozporządzenie nie ma zastosowania do danych osobowych osób zmarłych (państwa członkowskie mogą to uregulować krajowo; Polska osobnej regulacji tu nie wprowadziła). Można więc odnieść wrażenie, że dane zmarłego to „ziemia niczyja”. To złudzenie.
Deadbot niemal zawsze trenowany jest na materiale, w którym są też dane żyjących — druga strona korespondencji, głosy bliskich na nagraniach, zdjęcia rodziny. Te dane są objęte RODO w pełni. Uruchomienie i „karmienie” bota takim materiałem to przetwarzanie danych osób żyjących, wymagające podstawy prawnej. Paradoks jest więc taki, że chroniony bywa nie ten, kogo bot udaje, lecz ci, którzy go opłakują.
Skoro zmarły nie ma już praw, a RODO go nie chroni — czy rodzina jest bezradna wobec komercyjnego „ożywienia” bliskiego? Nie. Polskie prawo zna kult pamięci osoby zmarłej — uznawane w orzecznictwie i doktrynie dobro osobiste żyjących bliskich, chronione na zasadach ogólnych z art. 23 i 24 k.c. To ono pozwala reagować, gdy ktoś w niewłaściwy sposób obchodzi się z pamięcią zmarłego — od sporów o treść nekrologu po, potencjalnie, sprzeciw wobec cyfrowego „wskrzeszania” bliskiego bez zgody rodziny.
To jest realna, choć wymagająca oceny w konkretnej sprawie, podstawa roszczeń: o zaniechanie (żądanie wyłączenia bota), o usunięcie skutków naruszenia, a w pewnych sytuacjach o zadośćuczynienie. Deadbot budowany bez zgody najbliższych wchodzi więc na pole, na którym rodzina ma czym się bronić.
Cyfrowy bliźniak z reguły korzysta z wizerunku i głosu konkretnej osoby. Za życia są to dobra osobiste chronione wprost. Po śmierci ochrona nie znika bezpowrotnie — przenosi się w dużej mierze na wspomniany kult pamięci i na uprawnienia bliskich, a majątkowe aspekty korzystania z wizerunku mogą mieć wymiar, który wymaga osobnej analizy w danej sprawie. Dla twórcy komercyjnego deadbota oznacza to jedno: „materiał źródłowy” nie jest wolny od praw tylko dlatego, że osoba zmarła.
Można odnieść wrażenie, że to problem marginalny. Nie jest — bo rachunki, zdjęcia, nagrania głosu i całe archiwa korespondencji już dziś przeżywają swoich właścicieli o lata i stanowią gotowe „paliwo” dla przyszłego bota. Luka prawna nie polega na tym, że coś jest zakazane albo dozwolone, lecz na tym, że nikt tego świadomie nie rozstrzygnął — ani ustawodawca, ani zwykle sam zmarły. A skoro przepisów brak, wygrywa ten, kto zawczasu ureguluje sprawę sam.
Czy cyfrowy bliźniak (deadbot) zmarłego wchodzi do spadku?
Nie w całości. Elementy majątkowe (np. prawa autorskie do treści, przenaszalna licencja) mogą przejść na spadkobierców na zasadach art. 922 § 1 k.c. Sam „osobowościowy” rdzeń — to, że bot odwzorowuje konkretną osobę — jest ściśle związany z osobą zmarłego (art. 922 § 2 k.c.) i do spadku nie należy. W praktyce najwięcej zależy od regulaminu dostawcy usługi.
Czy rodzina może zażądać wyłączenia deadbota bliskiego?
Często tak. Podstawą jest kult pamięci osoby zmarłej — dobro osobiste żyjących bliskich chronione z art. 23 i 24 k.c. Pozwala żądać zaniechania i usunięcia skutków naruszenia, a w pewnych sytuacjach zadośćuczynienia. Ocena zależy od okoliczności konkretnej sprawy.
Czy RODO chroni dane zmarłego użyte do trenowania bota?
Nie chroni danych samego zmarłego (motyw 27 RODO). Chroni jednak dane żyjących osób, które znalazły się w materiale treningowym — korespondencję, nagrania, zdjęcia bliskich. Ich przetwarzanie wymaga podstawy prawnej.
Czy deadbot może „w imieniu” zmarłego zawrzeć umowę?
Nie. Z chwilą śmierci ustaje zdolność prawna, więc zmarły nie może niczego oświadczać, a bot nie jest jego przedstawicielem. Jeśli bot cokolwiek „zamawia”, działa najwyżej na rachunek żyjącego dysponenta, który go uruchomił.
Jak zabezpieczyć swoją „cyfrową śmierć” już dziś?
Rozważ dyspozycje na wypadek śmierci co do cyfrowego bliźniaka (zgoda lub sprzeciw, osoba decyzyjna), uporządkuj dostępy i konta oraz świadomie zdecyduj, jaki materiał źródłowy mógłby posłużyć do zbudowania bota. Wobec luki w przepisach to Twoja wola — wyrażona zawczasu — jest najskuteczniejszym narzędziem.
Planujesz sukcesję w cyfrowym świecie?
Kancelaria Tax Fin Law doradza w zakresie prawa spadkowego, ochrony dóbr osobistych i nowych technologii. Pomożemy uporządkować „cyfrową sukcesję” — od rozrządzeń na wypadek śmierci, przez ochronę pamięci bliskich, po zgodność usług grief tech z RODO i AI Act.
taxfinlaw.pl — radca prawny i doradca podatkowy
Stan prawny: sierpień 2026 r. Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Ocena konkretnej sytuacji spadkowej lub sprawy o ochronę dóbr osobistych wymaga indywidualnej analizy.
AI zamiast pracownika. Czy zapłacisz podatek od robota?
Daniel Borzym — radca prawny, założyciel kancelarii Tax Fin Law w Warszawie. Od 15 lat doradza właścicielom firm i spółkom w zakresie podatków (CIT, VAT, CIT estoński), obsługi prawnej spółek, fundacji rodzinnej i sukcesji. Współautor monografii „Jak uniknąć ryzyka odpowiedzialności podatkowej. Tax compliance" (red. P. Tomczykowski, Wolters Kluwer, 2021).
✉ kontakt@taxfinlaw.pl · 📞 507 954 406 · Więcej o autorze · LinkedIn
NIP: 5691838055
REGON: 385703097